Kolacja w Meczecie

Na studiach poznałam Zineb, która jest Marokanką. W czasie egzaminów, które w tym roku wypadły w okresie ramadanu, chciałyśmy się spotkać. Niestety ilość naglących terminów, prac do oddania, testów i wszelkich zmór studenckiego kalendarza z powodzeniem utrudniały nam znalezienie odpowiedniego terminu. W końcu Zineb zaproponowała mi kolację w podmiejskim meczecie. Przystałam bez mrugnięcia okiem, taka okazja nie zdarza się codziennie!

Kolacja była organizowana właśnie z okazji ramadanu, czyli postnego okresu muzułmanów, który w tym roku przypadł między 26 maja i 24 czerwca. Ponieważ islamski post jest dużo bardziej restrykcyjny niż chrześcijański, bo przestrzegając go trzeba powstrzymać się od jedzenia i picia (!) od wschodu słońca aż do zmierzchu, wspólnoty religijne organizują darmowe posiłki, na które mogą przychodzić codziennie wierni i jak się okazało, nie tylko.

Spotkałyśmy się przy metrze o 21. Zineb wyglądała ślicznie, w długiej, zakrywającej ciało, ciemnozielonej sukience i amarantowej chuście. Zazwyczaj ubiera się zwyczajnie, dość skromnie. Czasem nosi biżuterię, jeansy, rękawek 3/4, spódnice za kolano, ale zawsze ma osłoniętą głowę. Ta chusta, noszona do zwykłego stroju, zakrywająca włosy i ramiona, nazywa się hidżab. Pytałam się ją kiedyś dlaczego ją nosi. Odpowiedziała, że uważa to słuszne podług swojej religii, ale że siostra jej nie nosi i że to wybór osobisty. Nasza znajomość nie pozwalała mi jeszcze na dalsze jej wypytywanie, ale kiedyś na pewno wrócę do tego tematu. A może ona sama wam o tym opowie, jak się zgodzi na wywiad do opublikowania na blogu?

Tymczasem, uradowane spotkaniem poszłyśmy w stronę meczetu. Zineb niosła w ręce torebkę z czymś, co wyglądało jak pudełko na żywność. Zaczęłam myśleć, że może należało coś przynieść na spotkanie, ale zanim zdążyłam się dopytać okazało się, że jest to prezent dla mnie – pieczone przez jej mamę marokańskie słodkości. Dostałam kaab el ghzal, czyli „rogi gazeli”, ciastka z masą migdałową, zawijańce w cienkim cieście z pistacjami i małe, ostre ciasteczka. Trochę jak mocno przyprawione krakersy. Jak każde mamine wypieki i te były wyśmienite, ale nie śmiałam ich spróbować przed daną godziną.

Meczet, który widać zresztą na zdjęciu, był bardzo duży i nowoczesny. Otoczony sporym parkingiem i zielenią wydawał się spokojnym miejscem do modlitwy. Podobały mi się okna nawiązujące kształtem do tradycyjnej arabskiej architektury. Po wejściu minęłyśmy główna salę modlitw, wzdłuż wejścia do której leżały pozostawione przez modlących się mężczyzn buty. Na głównej sali na parterze mogą się bowiem modlić tylko oni. Kobiety wchodzą na salę modlitw osobnym wejściem na piętrze i stamtąd biorą udział w modlitwie. Na kolację także weszłyśmy na piętro. Już na schodach doszedł do nas apetyczny zapach przygotowywanej kolacji.

Zerknęłam na Zineb.
– Matko, jak pachnie! Nie jesteś głodna?
Mi już leciała ślinka, a przecież jadłam normalnie w ciągu dnia. Zineb spojrzała na mnie z uśmiechem.
– Nie, nie martw się, już się przyzwyczaiłam.
Policzyłam sobie w głowie który to już dzień poszczenia. Pewnie można się przyzwyczaić…
Weszłyśmy do niewielkiej kuchni, gdzie krzątały się cztery kobiety. Wszystkie ubrane w długie szaty i chusty. Przywitały się z Zineb, która była już tu któryś raz, a potem ze mną. Oczywiście, po francusku, wycałowały mnie w oba policzki. Zapamiętałam imię tylko jednej, Wendy, jak z Piotrusia Pana. Dziewczyna potwierdziła, że ta postać była właśnie inspiracją dla jej rodziców. Ponieważ wiadomo co się dzieje, kiedy kucharek jest sześć, a właśnie tyle było nas w kuchni po naszym przybyciu, najstarsza z kobiet zaprosiła nas do sali, gdzie miałyśmy jeść.
Sala okazała się być salą szkoły koranicznej, gdzie muzułmańskie dzieci uczyły się arabskiego, historii i „katechezy”(można w tym kontekście?).

Niskie stoliki zostały połączone w sześć osobnych stołów, na których już znajdowały się przekąski: kanapki, chipsy i daktyle. W sali było zaledwie kilka kobiet, przyszłyśmy dość wcześnie, bo główny posiłek miał zacząć się koło 22.

Uśmiechnęłam się na widok dziecięcych rysunków na ścianach, arabskich robaczków wydrukowanych nad zieloną tablicą i niezdarnych szlaczków rysowanych dziecięcą rączką na kartkach obok. Zauważyłam, że w jednym rogu jest kilka kartek z powtarzającym się numerem : 1438. Zaczęłam się zastanawiać co to takiego, wyglądało na jakąś historyczną datę, ale, jako, że jestem noga z historii, to cyfry nie ujawniły mi swojej tajemnicy. Zapytałam więc koleżanki i dopiero ona mnie oświeciła, że to obecny rok. Muzułmanie mają swój kalendarz liczony od 20 czerwca 622 roku według kalendarza gregoriańskiego. (Tu znajdziecie więcej informacji.)

Kobieta, która zaprowadziła nas do sali usiadła z nami. Po pierwszych uprzejmościach wyłapała mój akcent i zapytała się, czy jestem skądś indziej niż z Francji. Gdy odpowiedziałam, że jestem Polką uśmiechnęła się i odchyliła do tyłu z zadowoleniem machając ręką.
– Ah! Znam bardzo wielu Polaków. Wiesz, mieszkam w Valenciennes (*miejscowość pod Lille) i mieszkają tam właściwie sami Arabowie i Polacy.
No proszę, uśmiechnęłam się na tę wiadomość, że są takie ciekawe miejsca na świecie.
– Polacy to są chyba bardzo religijni, prawda?
Zapytała się mnie, jak się okazało, żona jednego z ważnych gości w owym meczecie.
Cóż miałam odpowiedzieć, że to wszystko zależy, ale właściwie to chyba tak. A nie?
Potem rozmowa potoczyła się w rejony, w które nigdy nie sądziłam, że potoczy się moja pierwsza rozmowa na kolacji w meczecie. Pani zaczęła opowiadać nam trochę o swoim życiu, o tym i o tamtym, i mówi:
– I miałam takie problemy z okresem! Nie uwierzycie. Jakie to było upierdliwe, krwawienie nie chciało się skończyć, trwało to i trwało. Nawet w moją noc poślubną miałam okres! Wyobrażacie to sobie? Koszmar! Musiałam ustawić całe leczenie, zanim znaleźli mi takie tabletki antykoncepcyjne, które jakoś to ustabilizowały to tyle czasu się namęczyłam, mówię wam!
Fajnie myślę sobie, pierwszy raz w meczecie i rozmawiamy o czym? O antykoncepcji i pożyciu małżeńskim. Tego się nie spodziewałam. Z drugiej strony, tak zaczęłam siebie myśleć… Same baby. Przecież one wiedzą, że na piętrze same kobitki. Na takich spotkaniach – same kobitki. Nieskończone okazje do babskich rozmów. Wkroczyłam w ten babski świat i właściwie co tu się dziwić. Okres i sukienki. Ot co.
O sukience to też było ciekawe, bo pani na ślub, co to miała ten okres i myślała, że zejdzie ze złości, gorąca i słabego samopoczucia, mogła założyć tylko trzy suknie.
– TYLKO trzy suknie? Jak to…
Zapytałam się. Korzystałam z tego wypytywania, jako przywileju jedynej blondynki w tym towarzystwie.
– Bo brałam tradycyjny, berberski ślub. Zobacz sobie w internecie nasze ślubne suknie! Tylko trzy, bo tych warstw to powinno być z dziesięć. Plus oczywiście biżuteria.

Jak tylko wróciłam do domu to rzeczywiście wygooglowałam. Załączam wam tutaj:

To już bardzo zaawansowana wersja, ale… można sobie wyobrazić, że nawet mniej zaawansowana jest imponująca!

 

Dziewczyn zaczęło przybywać. Przyszły głównie młode studentki, mieszkające w akademikach lub same, którym zapewne nie uśmiechało się gotować jedynego posiłku i jeść go samotnie. Były ze dwie starsze panie, prawie nikt w średnim wieku. Ubrane przeróżnie. Od strojów zakrytych, jak Zineb, po bluzki bez rękawków, krótkie spodnie i brak nakrycia głowy.

Do naszego stolika dosiadło się jeszcze pięć dziewczyn. Na wprost usiadły dwie, nieco naburmuszone, na oko około dwudziestu paru lat. Siedziały wcześniej same przy stoliku na końcu sali, ale w pewnym momencie Wendy poprosiła je żeby przysiadły się do stolika, gdzie już ktoś siedzi, żeby ułatwić serwowanie dań. Wymiana zdań była dość sucha, Wendy wyglądała na miłą, ale była chyba czymś poddenerwowana. Jedna z dziewczyn zaśmiała się z czegoś co oglądały na smartfonie. Wendy źle to przyjęła, myśląc, że śmieje się z jej prośby. Atmosfera zrobiła się na chwilę napięta, ale potem dziewczyny przysiady się do nas. Nie były jednak z początku dość rozmowne. Wymieniały między sobą zdania po arabsku. Trzy pozostałe towarzyszki kolacji zdawały się dość nieśmiałe, ciche i trochę zdystansowane. Moja gadatliwość i ciekawość nie pozwoliły mi jednak długo utrzymać tej ciszy i spróbowałam włączyć je do naszej rozmowy z Zineb.
Trzeba zaznaczyć, że nikt jeszcze nie jadł. Widząc moje pytające spojrzenie, dlaczego nikt nie je, chociaż przecież robi się już ciemno, a przecież dziewczyny nie jadły cały dzień, Zineb zachęcała mnie do podgryzania przystawek.
– Mogę poczekać, w końcu jadłam już dzisiaj. A dlaczego TY nic nie jesz? – spytałam.
– Jeszcze nie można.
– Jak to, nie ma już zmierzchu?
Zineb znowu rzuciła mi uśmiech
– Może nawet i być, ale trzeba poczekać na wezwanie muezina.
Prawie w tym samym momencie zza okna rozległo się wołanie. Z megafonu zabrzmiał śpiewny głos. Dziewczyny zaczęły powoli się podnosić, przed posiłkiem dobrze jest się pomodlić. Zineb zapytała się, czy nie przeszkadzałoby mi gdyby poszła na chwilę do sali modlitw, czy może mnie tak na chwilę samą zostawić. Zgodziłam się oczywiście, w sali została mniej więcej połowa dziewczyn, a połowa poszła na balkon sali modlitewnej. Dwie dziewczyny z naprzeciwka zaczęły delikatnie podgryzać daktyle. Sąsiadka z prawej rzuciła mi uśmiech. Kiedy wróciła Zineb udało nam się nawiązać wokół stołu rozmowę. Okazało się, że trzy ciche dziewczyny także są z Maroka. Jedna pochodziła z tego samego regionu co Zineb. Dwie z nich studiowały inżynierię, jedna chyba fizykę. Dwie z naprzeciwka włączyły się później do rozmowy. Były Algierkami i też studiowały coś z repertuaru politechniki.
Na kolację każdemu podano miskę hariry, a potem na stole pojawił się półmisek z pulpecikami halal w ciemnym sosie z groszkiem. Mogłyśmy dokładać sobie do woli zagrywając i zbierając resztki sosu bagietką.

Posiłek minął w miłej, spokojnej atmosferze. Po zjedzeniu wszyscy zaczęli zbierać się do domów. Na parterze grupa kobiet mieszała się z grupą mężczyzn, którzy równolegle spożywali swoją kolację na dole. Zineb wyjaśniła mi, że mężczyźni są zawsze liczniejszą grupą podczas ramadanowych kolacji, gdyż podług religii oni muszą odprawić wieczorną modlitwę w meczecie, kobiety natomiast mogą, jeśli chcą, zostać w domu. Tak samo jak kobiety panowie sami przygotowują sobie posiłek i jedzą go wspólnie. W drodze do metra rozmawiałyśmy o minionym wieczorze.

– Widziałaś te dwie naburmuszone dziewczyny przy naszym stoliku?- powiedziała Zineb – Nie chcę wchodzić w stereotypy, ale chce mi się trochę śmiać, bo te jedyne naburmuszone, co się pokłóciły z Wendy to Algierki. Jest takie powiedzenie, że „Maroko to kraj pasterzy, Tunezja – kobiet, a Algieria – wojowników”. Ponoć Algierczycy są najbardziej zacięci i wojowniczy właśnie. Cóż… może coś w tym jest.

Pożegnałyśmy się i wróciłam z siatką pełną słodyczy i ciekawym doświadczeniem do domu. Arabowie są liczną mniejszością we Francji. Od czasu natężenia ekstremizmu islamskiego rośnie nieufność wobec wszystkich członków tej wspólnoty religijnej. Każdy ekstremizm jest niebezpieczny i szkodliwy, ale nie każdy muzułmanin jest skrajnym islamistą, który wysadzi się w powietrze przy pierwszej lepszej okazji. Strach jest łatwo rozbudzić, a ignorancja i podejrzliwość sprawia, że bariery stają się jeszcze większe. Z czasem nie do przekroczenia. Byłam bardzo zadowolona z tego zaproszenia, spędziłam miły wieczór w meczecie, w świecie, w którym funkcjonują może inne zasady, ale w którym żyją ludzie tacy jak ja, jak każdy. Można te zasady krytykować, nie zgadzać się z nimi. Można doszukiwać się historycznych i społecznych wyjaśnień. To przecież nikt inny jak mój profesor Algierczyk od literatury frankofońskiej powiedział do koleżanek arabek z nakrytymi włosami, że jak dla niego, to uległy one nowej modzie, która jest dużo bardziej restrykcyjna niż tradycyjny ubiór.

-Moja matka, kiedy byłem młody – mówił – ubierała się normalnie, a głowę zakrywała jedynie białą chustą, chroniącą głównie przed słońcem. Ale nigdy nie było burek.

Ciekawie znaleźć się w tym innym świecie i zobaczyć to, co podlega teraz bardzo krytycznym stereotypom z innej perspektywy.

A wy, poszlibyście do meczetu na kolację? 🙂

 

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.